©2018 by Marcjanna 1825

 akademiapanawielądko@gmail.com 

 Proudly created with Wix.com

Marcjanna 1825 

życie, kuchnia, dykteryjki z XIX wieku

      To ja, Marcyanna z Jawornickich Oborska, Pani na Proszewie, patrzę na was z fotografii Charlesa Bayera. z roku 1860 circa. Mam tu, jak tusze, nieco ponad 70 lat.      

      Byłam silnego charakteru, co widać, nieprawdaż? Pracowitość i zaradność wzięłam po ojcu. Papa pojął to, kiedy przyszło mi zawalczyć z nim o moją emancypację. Najsamprzód, ledwie owdowiała w dwudziestej dziewiątej wiośnie życia, wbrew jego woli kupiłam folwark. A kiedy papie się zmarło, spłaciłam rodzeństwo i sama zostałam panią na dworze w Proszewie. Wspierana przez Milesię exactement, drogą sercu panią Milewską, która od kiedy mamcia mnie i moje rodzeństwo przedwcześnie odumarła, była nam guwernantką.

      Mój małżonek, ech… szalony Antoni! Wychowanek Szkoły Rycerskiej, wiecznie z szabelką, już to z Kościuszką, już z Dąbrowskim w Italii. A między bojami - prawdziwy król parkietu na balach w Pałacu pod Blachą. "Złota młodzież" o nich mówili. Złota, bo też i sporo złota kosztowało utrzymanie każdego z nich, tych młodych i pięknych, z których nieliczni przeżyli kolejne dwa powstania, bitwy, ciurmy zsyłki.

      Są na to kwity, albowiem wielce skrupulatną byłam i zachowałam, co się dało, nawet, kiedy po rewolucji w 1863 przyszło nam opuścić dwór w Proszewie.

      Doczekałam moich dni w Warszawie, a żyłam lat 94. Długo. W tak długim życiu wiele wydarzyć się może. I wydawać się zdało, że na tym koniec...

      A teraz – sacrebleu - świat sobie o mnie przypomniał! Natrafiono na moje i Milesi kuchenne receptury, książki wydatków i Bóg jedyny raczy wiedzieć, cóż jeszcze wyszperają ci niebezpieczni zapaleńcy – jakże niespokojnego ducha Pani Buttitta i Pan Roguski, doktor, a jakże, ale historii, nie żaden balwierz.

     A skoro już, jak Feniksowi, do życia wrócić mi przyszło, to zaglądajcie tu czasem, zamiast zbijać bąki, wszak tych dwoje obiecało odsłaniać moje zapiski jakoweś, ekspensa, no i tak skrupulatnie notowane przeze mnie receptury. Niechby tylko jakiego wstydu z tego nie było.

      Chcący mogą mnie odwiedzić, zapalić światło: warszawskie Powązki, Marcyanna Oborska kwatera 160, rząd 4, miejsce 8, (inw. 1023).

marcjannatondo.png

Promemoria

obormapka.png
daty.png
biografia.jpg
13495627_607475539420321_827192125224313

O sacrebleu!

Szaleńcy uczynili mnię... 

blogerką, czyli: 

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now