Marcjanny z Jawornickiech Oborskiej życie i Rodzina

     

      Żyłam długo, bo aż dziewięćdziesiąt cztery lata, kawałek 18 wieku i prawie cały 19. Przeżyłam wojny napoleońskie i dwa powstania - listopadowe i styczniowe, które tak tragicznie i trochę z mojej winy odmieniło rodzinne dzieje. Wcześnie straciłam matkę, młodo owdowiałam. Ale samodzielności, pracy ni podejmowania śmiałych decyzji nigdy się nie przelękłam.   

      Pan dr Mirosław Roguski, który to przypomniał o nas światu, pisał o mnie i o nas tymi słowy:

      Marcjanna z Jawornickich Oborska, urodzona 6 stycznia 1784 roku właścicielka dóbr w Proszewie (gmina Grębków, powiat węgrowski) to osoba zasługująca na przypomnienie i osobny biogram. Wiele informacji o jej życiu i dokonaniach możemy czerpać z pamiętnika wnuczki Teresy Oborskiej, córki znanego malarza i syberyjskiego zesłańca Maksymiliana Oborskiego. Pamiętnik ten jest ważnym źródłem wiedzy o dziejach kilku pokoleń ziemiańskich z pogranicza Mazowsza i Podlasia. Obok losów rodzin Jawornickich, Oborskich, Mierów autorka barwnie opisuje wiele osób z tak znamienitych rodów jak Czartoryscy, Ossolińscy, Potoccy ,Krasińscy, Cieszkowscy, Jezierscy, Buynowie i innych.

O rodzinie Jawornickich 

      Rodzina Jawornickich herbu Gozdawa dołączyła stosunkowo późno, bo dopiero w 1801 roku do dziewiętnastowiecznej elity towarzyskiej i majątkowej dawnej ziemi liwskiej. Wówczas to ojciec Marcjanny, Jan Nepomucen Jawornicki nabył od Kazimierza Rudzińskiego, starosty korytnickiego majątek Proszew.

      Nabywca pałacu i dóbr w Proszewie, wojski sochaczewski Jan Jawornicki swoją pozycję i majątek zawdzięczał pracowitości i zaradności. Karierę rozpoczął od skromnego urzędu regenta sochaczewskiego. Podobnie jak wielu przedstawicieli uboższej szlachty podjął służbę u bogatych magnatów.

Najpierw przebywał na dworze Antoniego Kazimierza Ostrowskiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, który powierzył mu zarząd majątków biskupich w tzw. Księstwie Łowickim.  Po śmierci arcybiskupa został zarządcą rozległych dóbr księcia Adama Czartoryskiego. Cieszył się zaufaniem księcia i często on i jego rodzina gościli w Puławach. To umożliwiało młodym Jawornickim nawiązanie towarzyskich kontaktów i przyjaźni z przedstawicielami wielu magnackich i arystokratycznych rodów. Rodzina Jawornickich, co prawda jest wymieniana jako właściciele zamku w Międzygórzu w dolinie Opatówki, którzy mieli przebudować w XVII wieku,ale nie należała do ówczesnej elity majątkowej i urzędniczej Korony2. Teresa Oborska tak pisze o swoim rodzie:

      Byli jednym z tysięcznych rodów szlachty polskiej, które stanowiły sam rdzeń narodu polskiego .W czasie pokoju orał on ziemię ojczysta-spławiał pszenicę naszą do Gdańska- a gdy się odezwały wici wojenne, każdy dobywał z lamusa broń ojców, siadał na koń i stawał do walki w obronie ojczyzny i Wiary3.

O Proszewie

      Autorka pamiętnika, a moja wnuczka Teresa Oborska napisała:

      W naszej rodzinie pozostawał Proszew lat 77 – i trzy pokolenia zżyły się z ta miejscowością , wyjątkowo ładnie położoną jak na tutejszą okolicę , która jest płaska i mało w ogóle malownicza. Proszew sam był dużym i pięknym folwarkiem, około 40 włók.

      No, tu bym się z wnuczką moją Terenią jednakowoż nie zgodziła. Wszak do nas należały także dwa pomniejsze majątki: Wólka Proszewska i Choszcze. Posiadane dobra dawały naszej rodzinie pozycję zamożnego ziemiaństwa, więc jakże to tak o ziemi liwskiej, na której się rodziliśmy, i która nam wszystkim zapewniała dostatek, powiedzieć: "płaska i mało malownicza" ? Zresztą dość spojrzeć na fotografię, którą zrobił Roman Postek, ​dzisiejszy dyrektor zamku w Liwie:

Trochę, przyznać muszę, Terenię rozumiem, bowiem ona już się urodziła w pałacu mojego syna Maksymiliana w Mielcu, w Galicji (o smutnych przyczynach przenosin - kiedy indziej), a to są jednak piękne strony.

      Ze smutkiem wielkie myślę natomiast o pałacu naszem w Proszewie i o tym, jak smutny jest jego koniec. Kiedy papa nabywał majątek, prezentował się on tak, jak na malunku: pałac, gazon, drzewa, ogrody, dająca miły uchu szmer wody i ukojenie w upalne dni rzeczka Kostrzyń, fontanny... A dziś? Tyle z tego się ostało, co na fotografii z roku 2012, a nawet i mniej, Nie było szacunku, ni litości dla dorobku życia i umiłowania piękna kilku pokoleń. Istna ruina i rozpacz.   

      Niezastąpiony pan Roguski, ktory tak bardzo poświęca się badaniom dziejów naszegorodu pisze o nas dalej tak:

      Jan Jawornicki z małżeństwa z Łucja Orłowską, córką Jakuba Orłowskiego, skarbnika sochaczewskiego i Katarzyny z Koleńskich miał sześcioro dzieci: córkę Konstancję (ur. 1780 r.), syna Michała (ur. 1782 r.), syna Tomasza (1782 r.), córkę Marcjannę (1784 r.), syna Eustachego (1785 r.) i córkę Brygidę (ur. 1786 r.).

      O pani Milewskiej, Milesią zwanej

      Ich matka, Łucja Jawornicka zmarła w 1801 roku. Wychowaniem dzieci zajął się ojciec, który jak wspomina Teresa Oborska:

 

(...) owdowiawszy (…) zmuszony był przyjąć osobę – starszą wdowę ze szlacheckiej rodziny do zarządu domu oraz opieki domowej nad młodziutkimi córkami, ich zdrowiem i potrzebami. Była to pani Milewska, która przez lat 30 przeszło, aż do śmierci i po śmierci Pradziada pozostawała w Proszewie i dopiero po rewolucji 1831 r. z powodu późnego wieku usunęła się i zamieszkała w Warszawie. Pani Milewska była osoba bardzo zacna i poczciwa z kościami, rozsądna ,gospodarna, całkiem odpowiednia do swych obowiązków, a była także, jak zwykle dawne gospodynie wiejskie, sui generis – lekarką.

      Pod jej opieką dorastała, a następnie korzystała przez wiele lat z pomocy w prowadzeniu gospodarstwa w Proszewie Marcjanna z Jawornickich Oborska.

Moja wierna, pomocna, kochana, niezastąpiona wprost Milesia! Była mi matką, powiernicą, gospodynią, lekarką życiową podporą w ciężkich chwilach. Odeszła od nas dopiero w roku 1831 przez wzgląd na podeszły wiek.  

C.D.N

©2018 by Marcjanna 1825

 akademiapanawielądko@gmail.com 

 Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now